Pewnego wieczoru, w październiku, zapytałam męża, czy widział może jakieś ciekawe oferty lotnicze zimową porą. Zobaczyłam uśmiech na jego twarzy,  świecące oczy i już wiedziałam! Kupił w tajemnicy przede mną bilety, bo  chciał mi zrobić niespodziankę. Ciekawe, kiedy chciał mi o tym powiedzieć…? 🙂 No, ale ja znam męża na tyle, że  nie dałby rady długo czegokolwiek przede mną ukryć. Natarczywie drążyłam temat, bo nie chciał mi nic powiedzieć: gdzie, kiedy i na jak długo? W końcu, wiedząc, że nie odpuszczę – „zmiękł”. Hawaje!

     Do tego wyjazdu, przyznam szczerze, byłam trochę sceptycznie nastawiona. Hawaje to nie był mój wymarzony kierunek. Komercja, miasta, duża odległość (z dzieckiem 4-miesięcznym!) – to wszystko nie napawało mnie optymizmem. Kiedy mąż (miłośnik absurdalnych przesiadek) poinformował mnie jak będzie wyglądała trasa to myślałam, że go uduszę… Ale co zrobić, klamka zapadła. Bilety na luty mąż kupił jeszcze w lipcu. Trasa: Helsinki – Frankfurt – Vancouver – Honolulu   i powrót Honolulu – San Francisco – Monachium – Helsinki za mniej niż 1300zł. Normalnie bilety były trochę droższe, ale dzięki podróży z dzieckiem udało się obniżyć ich cenę. Najmniejszy członek rodziny oczywiście miał za darmo. Mąż znalazł również towarzyszy w podróży, więc lecieliśmy dużą grupą, ze znajomymi i rodziną (łącznie było nas wszystkich 12 osób). Kierunek: wyspa Oahu.

     Bilety na wyspy hawajskie obejmowały podróż z Helsinek i powrót również do stolicy Finlandii, więc pozostała kwestia dostania się do miejsca wylotu. Do Finlandii najtaniej można dolecieć z Gdańska lecąc linią lotniczą Wizzair do Turku. Tutaj warto uzbroić się w cierpliwość. W tanich liniach wcale nie jest tak, że czym wcześniej się kupuje bilety tym cena jest niższa. Trzeba obserwować i kupować wówczas, kiedy są najtańsze,  a w zależności od okresu podróży i kierunku, może to być przedział czasowy od 4 do 1 miesiąca przed wylotem. Do Turku długo bilety były w wysokich cenach od 100 do 200zł, ale w końcu, w październiku, udało się doczekać najniższej możliwej w Wizzair ceny – czyli 39zł w jedną stronę + 39zł bagaż. Z lotniska w Turku do dworca (a raczej małej klitki) jeździ co 20 minut autobus miejski za 3 euro. Z samego Turku na lotnisko w Helsinkach najszybciej dostać się można Onnibusem (Polskibus tylko w Finlandii ) od 1 euro. Tak więc, cały koszt za 1 osobę z Polski na Hawaje wyszedł około 1500zł. Kilka miesięcy szybko minęło i przyszedł  czas podróży, którą opiszę „KILOMETR PO KILOMETRZE”.

     Startowaliśmy z Gdańska. Podróż Wizzair do Turku, trwała około godziny. Lotnisko w Turku jest jeszcze mniejsze niż te w Modlinie. 😉 Odbiór bagaży, autobus na dworzec i po około 2 godzinach jazdy (Onnibus) można podziwiać Helsinki. Po dotarciu na lotnisko i  odprawie znaleźliśmy super miejsce na nocleg. Nie było bowiem sensu wynajmować hotelu na kilka godzin. Wylot o godz.6:00, a trzeba być minimum 2 godziny przed odlotem na lotnisku. I powiem Wam… nie żałowaliśmy! Na uboczu znaleźliśmy duże leżaki, więc było nam bardzo wygodnie. Synka Filipa wykąpaliśmy w łazience dla matek z dziećmi w dmuchanej wanience (ważne jest, by nie zaburzać rytmu dnia tak małego dziecka), a potem spał w wózku, ba, powiem więcej, budził się w nocy mniej razy niż zazwyczaj w domu. Wiadomość dla osób, które nie wiedzą: wózek można oddać do bagażowni dopiero przy wejściu na pokład samolotu. Po w miarę przespanej nocy, ruszyliśmy w długą podróż na Hawaje. Co ciekawe wyruszyliśmy o 6:00 rano, a o 22:00 tego samego dnia byliśmy już na Oahu. Na Hawajach jest 12 godzin różnicy czasowej względem Finlandii. Pierwszy szybki lot do Frankfurtu (2 godziny) odbyliśmy linią lotniczą Lufthansa. We Frankfurcie kolejne 2 godziny czekania na kolejny lot, co poniektórzy z nas wykorzystali na wzięcie prysznica. Taka przyjemność na lotnisku we Frankfurcie kosztuje 6 euro. Kolejny lot, tym razem do Kanady (9 godzin) także linią Lufthansa. Mimo mojego wcześniejszego niepokoju, Filip był bardzo grzeczny. Obawiałam się, że będzie odczuwał ból w uszach z powodu zmiany ciśnienia, a co za tym idzie, że będzie marudził i spokojnie nie poleży (o tym pisałam TUTAJ). Widać jednak, że odziedziczył po nas miłość do podróżowania ;). Zwróćcie uwagę na to, by przed odlotem przy odprawie poprosić o łóżeczko dla małego dziecka. Więcej informacji znajdziecie w tym linku TUTAJ. Jeśli chodzi o Maję to w ogóle się nie martwiłam. Jest już zaprawioną podróżniczką, a że miałam dla niej przygotowane rzeczy do zabawy  umiała sama sobą się zająć. Jeśli nie wiecie jak zająć dziecko w czasie podróży to polecam zajrzeć TUTAJ. Mam nadzieję, że się te informacje Wam przydadzą.

 

 

      W końcu dolecieliśmy do Kanady. Znowu oczekiwanie, tym razem 5 godzin, które i tak szybko nam minęły (kolejna odprawa, umycie się, zjedzenie, chwilę spaceru po lotnisku). Trochę nam też czasu zajęła kontrola bezpieczeństwa przed odlotem do Stanów. Dokładnie sprawdzane mieliśmy bagaże w poszukiwaniu jedzenia przywiezionego z Polski (niestety jabłko nie przetrwało tej próby). Jeden z kolegów, który podróżował z nami, miał długą rozmowę z celnikiem, gdyż posiadał w swoim paszporcie wizę z Iranu. Ostatni już tego dnia lot (5 godzin) upłynął bardzo szybko, wszyscy spali jak małe dzieci, w Polsce w tym czasie był już poranek. Na miejscu byliśmy o godzinie 22:00 czasu hawajskiego. Po przylocie przeżyliśmy chwilę strachu, gdyż nie było z bagażami fotelika samochodowego dla dziecka. Jednak przemiła pani z obsługi znalazła fotelik gdzieś na zapleczu. Ostatnią rzeczą, jaka została do zrobienia tej nocy, było dostanie się do miejsca noclegu. Zarezerwowaliśmy i opłaciliśmy już wcześniej (w Polsce) samochód, przez stronę Car Rental. Na lotnisku Maciej załatwiał tylko formalności związane z autem. Pamiętajcie, że zawsze trzeba wziąć samochód na większą liczbę osób niż liczba podróżnych. Nas było w jednym samochodzie 4 osoby dorosłe i 2 dzieci, samochód wzięliśmy 7-osobowy, a mimo to bagaże musieliśmy trzymać na kolanach, bo zabrakło miejsca.

     Podróż do miejsca noclegu, który był oddalony o około 30 mil od lotniska upłynęła bardzo szybko i mogliśmy w końcu po blisko 48- godzinnej podróży położyć się w wygodnym łóżku! Mała uwaga dotycząca noclegu. Uwierzcie, że przez kilka miesięcy mąż przewertował setki stron informacji w temacie noclegu. Jeżeli chodzi o Hawaje zdecydowanie najlepsze i najtańsze noclegi były na stronie VRBO. Apartament był piękny, z widokiem na góry i ocean. Mieliśmy do dyspozycji własną kuchnię, która była w pełni wyposażona, łazienkę i 3 pokoje (dwie sypialne i jeden salon z balkonem). Na terenie apartamentowca, mieliśmy do dyspozycji 2 baseny, jacuzzi i miejsca do grillowania. Po  ogrodzonym terenie chodziły piękne pawie, które były wielką atrakcją dla córki. W pobliżu były również pralnie, gdzie za 2- 4 dolary można było zrobić porządek z brudnymi rzeczami. Ogólnie jak będziecie na Oahu zdecydowanie polecam Mahaka Valley Plantation!

 

 

   Tak więc rano obudziliśmy się wypoczęci po pierwszej nocy na Hawajach i przystąpiliśmy do zapoznania się z okolicą, a następnie ze zwiedzaniem całej wyspy. Ale o tym już w drugiej części relacji, która znajduje się TUTAJ.

 

5 komentarzy to “Hawaje – kilometr po kilometrze 2017 (część 1)”

You can leave a reply or Trackback this post.
  1. Ilona - Czerwiec 30, 2017 Odpowiedz

    Czekamy!

  2. Ania - Czerwiec 30, 2017 Odpowiedz

    Ooo mam nadzieje ze wam się podoba 😀 jeśli jeszcze jesteście na wyspie North Shore jest najlepszym miejscem na plażowanie 😀 polynesian culture center jest dosyć kosztowny ale naprawdę warto zajrzeć. Jest mnóstwo miejsc do hike’u snorkling’u itd

    Pozdrawiam Ania
    http://www.hawaiiandream.org

    • Zalatana Rodzinka - Lipiec 3, 2017 Odpowiedz

      Niestety już nas nie ma na Hawajach, byliśmy tam na przełomie stycznia/lutego. North Shore mamy odhaczone, natomiast zajechaliśmy do polynesian culture center i przeraziły nas ceny, więc nie weszliśmy. Nas jest czwórka, więc dużo by nam to wyszło… Pozdrawiamy!

  3. Meggi - Lipiec 3, 2017 Odpowiedz

    Fajny opis, przyjemnie się czyta 🙂 czekam na dalsza relacje 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.